W 1855 roku Alphonse Louis Poitevin francuski chemik, odkrywa metodę robienia odbitek z zastosowaniem dwuchromianu potasowego. W 1884 roku na wystawie Paryskiego Photo-Clubu pojawiły się prace w technice gumy autorstwa A. Roullie-Ladeveze.
W 1895 na The Photographic Salon w Brukselii zadebiutował gumami Robert Demachy. Po tej wystawie komisja Camera Club’u sprowadziła je do Wiednia. Pod ich wpływem: Hugo Henneberg, Heinrich Kuhn i Hans Watzek zawiązali Trifolium lub Kleeblat /Trójlistek/ celem propagowania techniki gumowej.
Żeby zrobić dobre zdjęcie, wystarczy zwykły brom lub fotografia kolorowa. Zdjęcia czarno-białe są wyraźniejsze, ostrzejsze, natomiast kolorowe bardziej barwne niż gumy. Więc po co guma?
Po prostu dla tego, że jest inna!
Żaden brom, żaden kolor nie może dać obrazu podobnego do gumy. W technice „klasycznej”, związani jesteśmy ze ścisłymi regułami. Naświetlenie i wywołanie musi przebiegać według określonych reguł, inaczej nie otrzymamy pozytywnego rezultatu. Technika gumowa jest kapryśna lecz można w niej dochodzić do dobrego efektu różnymi sposobami. I właściwie o te sposoby chodzi.
Guma jest techniką „indywidualną”. Każdy, kto zajął się gumą wypracowuje własny warsztat. Nie ma w gumie idealnej recepty. Technikę wypracowuje się samemu i jest to cecha charakterystyczna gumy. Papier pokrywamy warstwą ręcznie. Czas płukania zmienia się od kilku minut do kilku godzin. Stosujemy przy wypłukiwaniu pędzle. Każda farba też jest inna. Nie ma jednakowej partii gumy arabskiej. Przez to też i nie ma dwóch identycznych gum. Każda recepta jest inna. Daje nam to możliwość abstrakcyjnego myślenia w każdej fazie wykonywania gumy. To jest w tej technice najpiękniejsze.
A dlaczego? Może ucieczka od fotografii czarno - białej i kolorowej, zalewającej nas z każdej strony. Poszukiwanie czegoś nowego? - choć żadna to nowość. Czy warto? Warto na pewno. Praca nad gumą to wielka przyjemność, choć nie zawsze da pozytywny wynik. Ale jak już osiągniemy dobry wynik - to wspaniała nagroda i wielka radość.
Reginald sięgnął po tą technikę z wielkim zrozumieniem. Mówi o wyborach, jakich dokonał decydując się na temat, kadr, kolor. Zdjęcia jego ujawniają magię świata. W fotografii zwraca On szczególną uwagę na detal i formę przekazu. Ale jednocześnie przekonuje nas o tym, że jego fotografia jest w jakimś sensie nie wyczerpana. Światło, rodzaj ujęcia, to wszystko sprawia, że nie ma jednego obiektywnego obrazu. Jego spojrzenie, indywidualne emocje, które zanotowane są w fotografii poszerzają naszą wrażliwość. Uderzają doskonale prostymi kadrami o nieskończonej rozpiętości tonalnej, które wychodzą z tradycji malarskiej.
Reginald szuka piękna w samych obiektach, które fotografuje. W portrecie, cieniu rzucanym na ziemię, krajobrazie, architekturze. Jest odkrywcą piękna ukrytego w otaczającym nas świecie. Jest nie tylko poszukiwaczem niebanalnych motywów, ale przede wszystkim uważnym obserwatorem. Pozorna przypadkowość oświetlenia składa się na niezwykły i fascynujący kształt sfotografowanych przez niego osób, budynków i pejzaży.
Takie podejście sprawia, że patrząc na jego zdjęcia mamy wrażenie, iż sposób widzenia Reginalda nie dominuje nad rejestracją, a je uzupełnia. W jego pracach, reprezentujących romantyczno-symboliczny piktorializm, istotną rolę odgrywają ekspresja przypominając pod tym względem międzywojennych polskich autorów (Jana Bułhaka, Henryka Hermanowicza). Każdy podejmowany przez niego temat, posiada bardzo osobisty sposób ekspresji.
"Miłość jest najważniejszą sprawą żywota. Ze stosunku bezmiłosnego w strefie duchowej nie urodzi się nic żywego ani pięknego. Trzeźwy rozum i ścisłość obliczenia nie wystarczą tam, gdzie trzeba patrzeć, czuć i trudzić się sercem" pisał Jan Bułhak i taka też jest fotografia
komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz